Musicale

44Musicale to doskonała okazja do połączenia filmu i muzyki, czyli sztuk, które powinny stale ze sobą współpracować. Któż z nas nie lubi oglądać radosnych musicali, w czasie których można całkowicie oderwać się od rzeczywistości? Jeśli chodzi o mnie to moim ulubionym musicalem zdecydowanie jest Mamma Mia, wprawdzie zdaję sobie sprawę z tego, iż nie jest to arcydzieło kinematografii, jednak jest to jeden z niewielu filmów, które mogłabym oglądać bez końca. I nie chodzi tu tylko o znakomicie dobraną obsadę oraz niezapomniane krajobrazy. W tym musicalu pierwsze skrzypce bez wątpienia odgrywa muzyka, która porwie wszystkim, nie tylko fanów ABBY. Dość znaczącym wydaje się fakt, iż piosenki zostały zaaranżowane na nowo, dzięki czemu przyjęły nieco bardziej współczesne brzmienie. Aktorzy doskonale poradzili sobie z wokalnym zadaniem, dlatego też powinniśmy docenić ich muzyczne osiągnięcia. Jeśli chodzi bowiem o samą historię to nie da się ukryć, iż jest ona dość banalna i tak naprawdę nie porwałaby mojego serca, gdyby nie była okraszona tak wspaniałą muzyką. Zresztą wydaje mi się, że trudno byłoby zepsuć produkcję, w której rolę główną odgrywają piosenki ABBY, ta muzyka jest bowiem wyraźnie ponadczasowa, a przy wspaniałych dźwiękach możemy bawić się równie dobrze jak nasi rodzice. Warto wspomnieć również o tym, że ostatnimi czasy światło dzienne ujrzał inny musical- Dziewięć. Kiedy wybierałam się do kina, by obejrzeć ten film byłam pełna oczekiwań, w końcu obsada była naprawdę wyśmienita, sama Penelope Cruz stanowiła nie lada atrakcję nie tylko dla męskiej części widowni. Poza tym miałam okazję czytać kilka naprawdę dobrych opinii na temat tej produkcji. Niestety okazało się, że bardzo się myliłam co do tego filmu. Bardzo szybko okazało się bowiem, że film jest po prostu nudny i nawet najlepsza obsada nie będzie w stanie uratować tak nieciekawego obrazu. W filmie nawet muzyka nie była porywająca na tyle, by ukryć niedociągnięcia w scenariuszu. Od początku film powiewał nudą, pomimo tego, że obraz był dość długi, brakowało trzymających w napięciu wydarzeń, brakowało jakiejkolwiek akcji, która byłaby w stanie ożywić przeciętnego widza. Warto wspomnieć również o tym, że jedyną naprawdę godną uwagi piosenką była ta wykonywana przez Fergie. W sumie nie spodziewałam się, że wokalistka jednego z popularnych zespołów pokaże się w obrazie z tak dobrej strony. Sceny, w których brała udział zdecydowanie ratowały film, sprawiając, że chociaż przez pięć czy dziesięć minut zainteresowałam się tym, co działo się na ekranie. Jak więc widać doskonała obsada nie wystarczy do stworzenia dobrego filmu, z tego też względu aby stworzyć musical powinniśmy postarać się o scenariusz, który nawet jeśli nie będzie porywał widza, to przynajmniej pozwoli wyeksponować muzykę. Jednak w przypadku musicalu Nine zabrakło zarówno pomysłu na fabułę jak i dobrej muzyki, która mogłaby odwrócić uwagę widza od przeciętności obrazu. Miejmy zatem nadzieję, iż kolejne wielkie produkcje będą nieco bardziej porywające.